I już po wyprawie na Berlin. Wyjazd udany, choć dość męczący ze względu na schodzone i zjeżdżone kilometry. Ruszyliśmy w czwartek popołudniową porą, wieczorem zameldowaliśmy się u znajomych Rafała, swoją drogą bardzo sympatycznych i gościnnych ludzi. Na piątek zaplanowane były zdjęcia podczas przygotowań pani młodej w hotelu NHOW, miejscu ciekawym, nowoczesnym i kolorowym, pełnym giloszy.
Następnie wraz z młodymi i częścią gości udaliśmy się w kierunku centrum Berlina do Französische Dom, gdzie odbyła się uroczystość ślubna. Już na miejscu rozgorzała bezpardonowa walka o kawałek parkingu, uwieńczona sukcesem.
Przyszedł czas na co nieco dla ciała, czyli uroczysty obiad na pięterku we włoskiej restauracji Bocca di Bacco. Trzeba przyznać, że Włosi serwowali same pyszności i po kilkugodzinnej uczcie ciężko było się ruszyć. Kalorie, kalorie, kalorie... Przy takich rarytasach można o nich zapomnieć.
Całą sobotę zarezerwowaliśmy na sesję plenerową. Rano zaczęliśmy w hotelu, a potem to już szaleństwo po Berlinie w świetnym towarzystwie.